Drugi dzień pracy. Drugi dzień samotności. Schodziłam właśnie po świeże ręczniki, gdy usłyszałam za sobą głos jednej z pokojówek.
- Julia, jesteś proszona do pokoju szefowej - powiedziała to śmiertelnie poważnym tonem. Już wiedziałam, że nie może chodzić o coś dobrego, ale z drugiej strony przecież w ciągu dwóch dni nie mogłam niczego przeskrobać. Przynajmniej tak mi się wydawało. Trzęsącą ręką otworzyłam drzwi prowadzące do gabinetu. Moim oczom ukazała się piątka chłopaków siedząca na kanapie pod ścianą i moja kierowniczka krążąca po pomieszczeniu, która na mój widok przystanęła i wlepiła we mnie swoje brązowe oczy. Jej usta tworzyły teraz jedną, białą linie, a brwi zmarszczyły się. Starałam się oddychać normalnie, chociaż moje serce biło tak, jakby zaraz miało wyskoczyć z piersi. Dłonie co raz bardziej zaczynały się trząść, a w gardle miałam ogromną gulę. Nie mogło chodzić o coś dobrego. Drugi dzień...
- A więc Julio - zaczęła szefowa a ja nerwowo przełknęłam ślinę - został ci przydzielony apartament chłopaków. W związku z tym, że tylko ty z personelu masz tam dostęp, chciałabym cię o coś zapytać - zawahała się, a ja czułam się tak, jakbym miała zaraz odlecieć.
- Proszę mówić - wydusiłam z siebie.
- Nie będę owijać w bawełnę. Chłopcom zginął złoty naszyjnik i chciałabym cię zapytać, czy przypadkiem go nie widziałaś. To była ważna pamiątka Liama, więc jeśli coś wiesz, to po prostu nam powiedz.
Zamrugałam kilka razy oczami. Musiało minąć kilka sekund zanim dotarło do mnie co ona do mnie mówi. Oskarża mnie o kradzież. Mnie? Głęboko odetchnęłam i przymknęłam powieki. Czułam na sobie wzrok wszystkich obecnych w pokoju.
- Ja nie..ja na prawdę... - marnie mi szło tłumaczenie się. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Nie wiedziałam jak mam się zachować.
- Julio. Przyznaj się teraz i oddaj naszyjnik, a nie wyciągnę z tego żadnych konsekwencji.
- Ale ja na prawdę nic nie zabrałam - czułam jak pierwsze łzy spływają mi po policzkach. Na stres zawsze reagowałam płaczem.
- Nie bój się, nie stracisz pracy, oddaj go. Naszyjnik bardzo dużo znaczy dla Liama. Wiem, że masz ciężką sytuację, chce dla ciebie jak najlepiej.
- Ja go nie wzięłam, przysięgam - powiedziałam drżącym głosem. Chce dla mnie dobrze, na pewno..
- Dobrze. W takim razie nie mam wyjścia. Będę musiała powiadomić o tym policję i usunąć cię z pracy. Przykro mi, Julio.
Świat zaczął wirować. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Zostałam posądzona o coś, czego nie zrobiłam. Co teraz będzie? Oparłam się o zimną ścianę, ręką zakrywając oczy. Nogi ledwo utrzymywały ciało. Czułam, że zaraz zemdleje.
- Liam co teraz? - pierwszy raz odkąd weszłam usłyszałam głosy chłopaków.
- Harry trudno, stało się. Przeżyje.
- Louis? - blondyn kierował się w stronę chłopaka ubranego w koszulę w paski.
- Co?
- Co masz w tylnej kieszeni spodni?
Podniosłam głowę, chcąc widzieć, co się dzieje. Blondwłosy chłopak włożył rękę do kieszeni spodni Louisa, żeby po chwili wyciągnąć z niej złote świecidełko. Pozostała trójka natychmiast poderwała się z miejsc, uważnie się im przypatrując.
- Lou?
- Ja nie wiem skąd to się u mnie wzięło, na prawdę! - był wyraźnie przerażony - poza tym to nie są moje spodnie.
- Tylko kogo?
- Twoje, Liam. No co, miałem iść w brudnych? Przepraszam.
- To nie mnie przeproś, tylko tą dziewczynę - chłopak zwany Liamem głęboko odetchnął i ścisnął naszyjnik w dłoni. Moja kierowniczka stała w milczeniu z telefonem w dłoni i przypatrywała się tej dziwnej sytuacji.
- Louis, ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie brał moich spodni?
- Ale Liam, miałem iść w bokserkach?
- Spodnie daje się do prania, a nie trzyma brudne w szafie!
Chciałam stamtąd wyjść. Nie mogłam dłużej tego słuchać. Brakowało mi powietrza. Kierowniczka podeszła do mnie, mówiąc że przeprasza mnie w ich imieniu i wszystko jest dobrze. Uspokojona, nie doczekawszy się przeprosin od winowajców, wolnym krokiem opuściłam pomieszczenie, żeby po chwili usiąść na marmurowych schodach. Oddychałam głęboko, chcąc się uspokoić. Jednak nie było to takie proste. Po chwili stanęła przede mną piątka chłopaków.
- Przepraszam, to znaczy przepraszamy - poprawił się chłopak, widząc spojrzenia pozostałej czwórki.
- Nic się nie stało - mruknęłam. Tak na prawdę miałam ochotę powyrywać im wszystkie włosy.
- Czyli jest okej? - blondyn wlepił we mnie swoje niebieskie oczy.
- Tak, dobrze, że wszystko się wyjaśniło.
- To w takim razie do zobaczenia i jeszcze raz sorry!
Po tych słowach udali się na górę. Tylko chłopak z burzą loków na głowie usiadł obok mnie, opierając się placami o ścianę i uważnie mi się przypatrując.
- To byłaś ty! - powiedział w końcu po chwili milczenia.
- Co ja?
- To ty wparowałaś wtedy do łazienki.
- Myślałam, że nikogo nie ma. Poza tym, drzwi zamyka się na klucz.
- Ale byłem ! Ha! Po prostu przyznaj się, że chciałaś zobaczyć moje seksowne ciało. Jestem Harry - wyciągnął rękę w moją stronę.
- Julia - delikatnie uścisnęłam jego dłoń.
- Julia podglądaczka! Jakbyś chciała mnie jeszcze kiedyś podglądnąć, a wiem, ze tego chcesz, to jak będę sam w łazience to zadzwonię.
Podał mi swojego i-phona. Wzięłam go do rąk przez, chwilę się wahając. Ale co miałam do stracenia? Szybko wpisałam swój numer i oddałam mu telefon.
- Przepraszam za nich! Zadzwonię! - Harry wstał i pobiegł na górę, przeskakując po dwa schodki, zostawiając mnie samą. Dziwny dzień. A najgorsze jest to, że jeszcze się nie skończył.
Kilka godzin później.
- No i co? Tak po prostu sobie poszedł? Nie wierzę!
- Emma, po raz setny powtarzam ci, że tak. Ja nie wiem, jak oni mogli pomyśleć, że to ja ukradłam im ten naszyjnik..
- Ale Harry Styles na prawdę wziął od ciebie numer?
Westchnęłam zrezygnowana, rozkładając ręce. Nie miałam do niej siły. Nadszedł właśnie koniec mojej zmiany, wiec pożegnałam się z Emmą i wolnym krokiem ruszyłam do wyjścia. Idąc ulicami Londynu, po drugiej stronie ulicy, ujrzałam blondwłosą kobietę, dość szczupłą, która rozmawiała przez telefon. Niewiele myśląc, przebiegłam na drugą stronę, nie zwracając uwagi na jeżdżące samochody. Gdy dzieliło mnie od niej zaledwie kilka metrów, byłam pewna, że to ona. Rozmawiała po polsku! Wybiegłam do przodu, stając z nią twarzą w twarz.
- Mama...?
***
Czwarty rozdział za nami! Dziękuje strasznie za wszystkie wejścia! Każdy komentarz motywuje mnie do dalszej pracy. Za wszystkie błędy przepraszam. Święta, święta i po świętach. Tak szybko minęły, a jutro już szkoła ;c. Dajcie mi już słońce. Mam dość tej pogody!